Tropem Julii Child: francuskie crêpes Suzette!

Ci, którzy regularnie zaglądają na bloga, zdążyli już pewnie zauważyć, że jestem prawdziwym łasuchem. Prawdą jest, że uwielbiam smakować różnych potraw i nie przepuszczę żadnej okazji, by skosztować czegoś pysznego. Choć moje zdolności kulinarne są wyraźnie ukierunkowane w stronę deserów, które wychodzą mi nawet dość dobrze, to nie migam się przed przyrządzeniem czegoś wytrawnego i stale próbuję poprawić swoje umiejętności w tej dziedzinie, która najwyraźniej nie jest moją mocną stroną. Porad szukam w książkach kucharskich pełnych cennych wskazówek zwłaszcza dla takich nowicjuszy jak ja. Bardzo lubię tego typu publikacje i z przyjemnością kupuję najciekawsze, moim zdaniem, wydania.

Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką książki kucharskiej autorstwa słynnej Julli Child. Dostałam ją w prezencie urodzinowym od bardzo bliskiej mi osoby, która doskonale zna moją kiełkującą pasję. Ten upominek to był strzał w dziesiątkę!

Julia Child to amerykańska mistrzyni kuchni, która jako telewizyjna gwiazda podbiła serca publiczności. Nie miałam okazji oglądać jej programów. Poznałam ją dopiero w biograficznym filmie „Julie & Julia” w reżyserii Nory Ephron – przepięknej opowieści o życiu, miłości i pasji do gotowania (jeśli jeszcze go nie widzieliście, gorąco Wam polecam). Julia Child zachwyciła mnie swoją bezpretensjonalnością, charyzmą i niebywałym poczuciem humoru. Od razu wiedziałam, że prędzej czy później muszę zdobyć choć jedną z jej książek – to niesamowite, że Ktoś przeczytał mi w myślach i spełnił to małe marzenie :-)

Wczorajsze popołudnie minęło mi niezwykle przyjemnie. Zaparzyłam dobrą kawę i zabrałam się za lekturę nowej książki. Rzecz jasna nie przeczytałam jej od deski do deski (to w końcu książka kucharska), ale dokładnie ją przewertowałam. Zapoznałam się z większością przepisów i praktycznymi uwagami, a nawet poczyniłam już pierwsze plany co do najbliższego menu :-) I choć duszona gicz jagnięca, boeuf bourguignon czy chowder nowoangielski z małży kusiły niemiłosiernie, to naturalną dla mnie rzeczą było szybkie przejście do deserów. Największą moją uwagę przykuł przepis na tradycyjne francuskie crêpes Suzette. Doskonale znam tę potrawę i chętnie przyrządzam ją w domu, ale byłam ciekawa jak przygotowuje ją sama mistrzyni. Co ciekawe, przepis w niczym nie przypominał mi receptury, z której korzystałam dotychczas u siebie. Cały proces przygotowywania tych francuskich naleśników jest tu zupełnie inny. Nie pozostało mi nic innego, jak sprawdzić to we własnej kuchni.

Przepis Julii okazał się doskonały. Naleśniki wyszły miękkie, bardzo soczyste i pełne aromatu pomarańczy z wyraźnie wyczuwalną nutą topionego masła. Nie obyło się też bez wpadek (o nich na końcu artykułu), ale nawet one nie zraziły mnie do tego przepisu. Teraz wiem, że raczej już nie wrócę do poprzedniej wersji. Mam też pewność, że pozostałe przepisy też mnie nie zawiodą. Poniżej przedstawiam dokładny przepis Julii Child, prosto z jej książki :-)

Składniki na 12 naleśników. Porcja dla 6 osób

  • 2 świeże, twarde pomarańcze o jasnej skórce
  • ½ szklanki plus jedna łyżka cukru
  • 225 g niesolonego masła
  • 3 łyżki likieru pomarańczowego na masełko plus ¼ szklanki do flambowania
  • Ok. ½ szklanki soku z pomarańczy, bez miąższu
  • 12 naleśników (o średnicy 12 cm)
  • ¼ – 1/3 szklanki koniaku

Obrać skórkę z pomarańczy i rozetrzeć ją w robocie kuchennym z ¼ szklanki cukru. Dodać masło, a kiedy masa zrobi się kremowa, dolać powoli 3 łyżki likieru i sok pomarańczowy. Zagotować sporządzone w ten sposób masełko pomarańczowe na w dużym podgrzewaczu do potraw lub na patelni. Gotować 4 – 5 minut, do uzyskania konsystencji syropu. Szybko zanurzać w masełku naleśniki jeden po drugim, złożyć na pół, ładniejszą stroną na zewnątrz, i jeszcze raz na pół, „w serwetkę”.

Ułożyć estetycznie w podgrzewaczu do potraw i posypać łyżką cukru. Odmierzyć pozostały likier oraz koniak za pomocą łyżki wazowej. Polać nimi naleśniki, a kiedy zaczną tworzyć się pęcherzyki, delikatnie zsunąć patelnię z palnika – opary alkoholu zapalą się pod wpływem wysokiej temperatury. Można także zapalić alkohol zapałką na łyżce wazowej i płonącym polać naleśniki. Podawać na bardzo mocno ogrzanych talerzach.

Moje uwagi do przepisu:

  • Myślę, że przygotowanie masełka będzie łatwiejsze, gdy odwrócimy kolejność mieszania składników. Najpierw należy dokładnie utrzeć masło (powinno być miękkie, w temp. pokojowej) z cukrem, a dopiero do niego dodawać startą skórkę z pomarańczy i likier pomarańczowy. Gdy przygotowywałam masełko według oryginalnego przepisu, składniki dość trudno się łączyły, długo były sypkie i przy miksowaniu wszystko się rozsypywało z miski.
  • Do flambowania używajcie tylko mocnych, wysokoprocentowych alkoholi. Ja zrobiłam błąd i zamiast koniaku, którego niestety nie było w sklepie, kupiłam brandy 36 %. To spowodowało, że alkohol, którym polałam naleśniki długo nie chciał się zapalić. W konsekwencji potrawa, choć bardzo pyszna, była też alkoholowa, co oczywiście ma też swoje plusy 😉

Podobne artykuły
1 Comments
leave your comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *